Głos w sprawie blokowania stron internetowych
Z dyskusji wyłania się
- potrzeba dobrych regulacji prawne
- kompetentne organy ścigania
- blokowanie obligatoryjnie połączone ze ściganiem przestępców
- system bazujący nie na automatycznym skanowaniu sieci, ale na jej monitorowaniu i aktywowaniu społeczeństwa obywatelskiego
Nikt nie dyskutuje, ze z pedofilią w Internecie należy bezwzględnie walczyć, różnimy się jedynie w kwestii metod.
Blokowanie stron z pedofilską treścią nie budzi mojego niepokoju, budzi go natomiast poruszany na spotkaniu watek filtrowania treści, co rzeczywiście może rodzić chęć do nadużyć. Filtrowania, moim zdaniem nie powinno absolutnie być.
System blokowania może natomiast bazować na danych ze zgłoszeń i monitoringu internetu.
I taka zgłoszona, wstępnie zweryfikowana (co wymaga uszczegółowionych regulacji prawnych) strona może, a nawet powinna być zablokowana
Wg. mnie należy blokować strony pedofilskie, ale jedynie w połączeniu z bezwzględnym ściganiem z urzędu autorów/dystrybutorów. Zakładam istnienie sprawnego i wydolnego systemu regulacji prawnych.
Przestępcy znają się na komputerach i obejdą blokady? Prawdopodobnie faktycznie tak jest, że donatorzy treści znają mechanizmy sieci lepiej niż większość policjantów, ale możemy utrudnić dostęp zwyczajnemu Kowalskiemu, z których większość nie tylko nie zna zaawansowanych mechanizmów obchodzenia zabezpieczeń, ale nawet tych najprostszych (anonimowe proxy). Blokowanie stron może utrudnić dostęp do treści pedofilskich przypadkowym użytkownikom Internetu i osobom, które eksperymentują. Zdeklarowani "koneserzy" tego rodzaju treści znajdą je zawsze, ale blokując strony jesteśmy w stanie utrudnić dostęp do nich przypadkowym klikaczom.
Dodatkowo przy blokowaniu i konieczności obchodzenia blokad, użytkownicy mają świadomość nielegalności tego procederu, a jego penalizacja może część osób zniechęcić. Znowu mówię o przypadkowych poszukiwaczach wrażeń.
Argumentacja, żeby nie blokować stron, bo i tak je można znaleźć, nie przekonuje mnie -- nie wprowadzamy pisemek pedofilskich do księgarń, tylko dlatego, że tego rodzaju wydawnictwa i tak, z pewnym wysiłkiem, można kupić nielegalnie. A jeśli ich nie zdelegalizujemy będzie łatwiej znaleźć wydawców.
Filozofia, żeby nie zamykać nielegalnych drukarni i nie konfiskować nakładów, żeby łatwiej znaleźć pedofila, jest tak samo absurdalna, jak rezygnacja z wyplenienia takich treści z Internetu. Stosujmy do Internetu takie same zasady jak do prasy.
Blokowanie stron pedofilskich nie ma nic wspólnego z cenzurą. Podobnie jak cenzurujemy papierowe wydawnictwa i nie promujemy pedofilskich filmów, należy je bezwzględnie tępić w Internecie. Tak jakby dość oryginalnie pojęta "wolność słowa" dla pedofili dotyczyła tylko Internetu, a wszędzie indziej mogła być skutecznie tępiona.
Argument, że po zablokowaniu strony policji i prokuraturze "nie będzie chciało się" prowadzić dalszych działań, jest również absurdalny. Policja po to jest, żeby takie działania prowadzić, a to, że faktycznie w Polsce bywa nieskuteczna, nie jest argumentem, żeby wszelkich działań zaniechać.
Podobnie zostawianie łatwego dostępu do stron, bo i tak użytkownik takie treści znajdzie, jest analogicznym postulatem, żeby nie zamykać samochodów i nie instalować alarmów, bo i tak złodziej da radę zabezpieczenia obejść, a policja jest nieskuteczna i go nie złapie.
Zgadzam się, że skuteczność policji jest dyskusyjna, ale jest odrębnym tematem i nie możemy forsować stanowiska, że jeśli wprowadzimy pewne regulacje i tak "nic z tego nie będzie, bo policji się nie chce".
Przy wprowadzeniu blokowania stron faktycznie istnieje ryzyko, że zablokowane zostaną "niewinne" i wartościowe strony, ale jest to chyba normalne ryzyko przy jakiejkolwiek ocenie legalności. Przypadki aresztowań uczciwych ludzi są, zdaje się nierzadkie. Znam przypadek skonfiskowania hodowli boczniaka przez nadgorliwego policjanta. Nikt po tym nie zrezygnował z konfiskowania handlarzom narkotykami grzybów psychotropowych.
Policja niewinny grzybek oddała i przeprosiła.
W przypadku dużej szkodliwości społecznej, jaka ma pedofilia, ryzyko jakie ponosimy, omyłkowo blokując wartościowe strony, jest moim zdaniem akceptowalne. Kwestia oceny i mechanizmów blokowania zależy od mądrych regulacji prawnych, ale fakt, że tego typu treści powinny znikac wydaje mi się bezdyskusyjny.
Podnoszony argument, że pod pretekstem pedofilii będą zamykane strony przeciwników politycznych cofa dyskusje do rozważań o kompetencjach i uczciwości organów prowadzących postępowania. I w mniejszym stopniu dotyczy blokowania stron, a raczej ogólnych mechanizmów uczciwości i działania organów ścigania.
Omawiany był przypadek wstawienia na stronę partii politycznej pedofilskich treści, które na finiszu kampanii wyborczej blokują strony. Jeśli umiemy radzić sobie z naruszaniem ciszy wyborczej, to taki przypadek jest wyłącznie kwestią regulacji prawnych przed wprowadzeniem przepisów i nie powinien być podnoszony jako argument przeciw blokowaniu.
Najbardziej uderzyło mnie, że zdaniem dyskutantów niewydolność egzekwowania prawa jest argumentem za nie egzekwowaniem go wcale. Jeśli wyjdziemy z takiego założenia, nie damy rady skonstruować żadnego skutecznego prawa i nie jest to materiał na tę dyskusję.
Żeby prawo było skuteczne, wiele paragrafów musi być napisane na nowo, a granice wyznaczone jeszcze raz. Niemniej wyważamy otwarte drzwi, jakby nigdy żadna prawna granica do tej pory nie została ustalona, naruszona i przesunięta. A system prawny funkcjonuje, ewoluując, od czasów Hammurabiego. Z nieznanych przyczyn, w tej dyskusji uważamy, że zaczynamy Nową Erę, a tymczasem mamy do czynienia z mechanizmami istniejącymi od zawsze, trzeba je tylko doprecyzować.
Jeśli radzimy sobie z wydawnictwami, gazetami i płytami z nielegalną treścią (zamykamy drukarnie, konfiskujemy nakłady, aresztujemy dystrybutorów), dokładnie takie same zasady należy rozszerzyć na Internet, ze świadomością, że jest to trudne, ale nie niemożliwe.
Konfiskata pisemek nie jest zwalczaniem wolnej i niezależnej pracy, tak samo zablokowanie pedofilskiej strony nie jest i nie będzie naruszeniem wolności słowa w Internecie.
Zanim zdecydujemy się jak walczyć, trzeba zdecydować z czym mamy walczyć. O jakie zagrożenie chodzi, kogo mamy bronić.
Czy złe jest to, że ktoś produkuje „treści pedofilskie”, czy to, że ktoś je zobaczy? Normalny człowiek (przypadkowy Kowalski) gdy na coś takiego trafi od razu nie zacznie molestować dzieci. Raczej się oburzy, oleje sprawę, albo zawiadomi odpowiednie służby. Bo problemem nie jest przypadkowy Kowalski, który tam trafi, tylko ci którzy te treści opublikowali.
Dlaczego więc wprowadzać kosztowne, nieprecyzyjne i podatne na nadużycie przepisy blokujące przypadkowego Kowalskiego? To jedynie sprawi, że dla przypadkowego Kowalskiego problem pedofilii zniknie. Dla niego pojawi się najwyżej problem znikających przez pomyłkę innych stron, czy celowego nadużywania tych przepisów. Sama przyznajesz, że takie sprawy się zdarzają.
Nie widzę jednak sposobu, żeby takie blokady w jakikolwiek sposób pomogły rzeczywiście wykorzystywanym seksualnie dzieciom.
Co do radzenia sobie „z wydawnictwami, gazetami i płytami z nielegalną treścią” – nikt nie włazi ludziom do domu i nie zabiera z półek książek z niewłaściwymi treściami. Era palenia książek też już minęła. Indeks ksiąg zakazany? To już historia, myślałem że wszyscy się zgodzili z tym, że niechlubna… Więc trochę dziwi mnie Twoje stanowisko.
I nie mylmy nielegalnego oprogramowania (to są płyty które ewentualnie bywają konfiskowane użytkownikom) i innego ścigania łamiących prawo autorskie (na tej podstawie problemy miewają dystrybutorzy) z blokowaniem czegokolwiek ze względu na treść.