Dlaczego się brzydzę komunikacji miejskiej

Nie urodziłam się w Dużym Fiacie ojca, chyba tylko dlatego, że nie mogłam się zdecydować, czy chcę się urodzić 1 kwietnia, czy też to byłaby już za duża ironia losu. Taka niezdecydowana byłam trzy dni, na szczęście już nie w samochodzie. Matka postanowiła nie mieć więcej dzieci.

I mimo uczuć, delikatnie rzecz ujmując, mocno ambiwalentnych wobec mojego ojca, jeździć z nim samochodem lubiłam zawsze i jednen z najprzyjemniejszych zapachów mojego dzieciństwa, to zapach zimnej tapicerki w dużym samochodzie i zaczynające działać ogrzewanie. Ojciec jeździł od zawsze i efekt tego był taki, że moje pierwsze wspomnienie za kierownicą, to milicjant, który nas złapał na Wisłostradzie, jak kierowałam samochodem z kolan ojca. Miałam trzy lata. Ojciec uważał, że najbezpieczniejsze miejsce dla trzylatka z ADHD, to jego własne kolana i przyznam, że z biegiem czasu coraz mniej mu się dziwię, zważywszy, że nie było wtedy nie tylko fotelików, ale i pasów na tylnych siedzeniach, a antenatka nie pamięta czy były na przednich. Pewnie były, ale na pewno nikt ich nie używał.

Prowadzić samochód nauczyli mnie jak miałam 11 lat, mając 15 spokojnie mogłam powiedzieć, że umiem jeździć i znam przepisy, mając 17 zrobiłam prawo jazdy, a rok później odziedziczyłam pierwszego, leciwego malucha. Od tego czasu jeżdżę. Pozbawiona samochodu nie mam w czym iść do pracy. Przypuszczalnie tak czuje się normalny człowiek bez butów na ulicy.
Jeżdżę i lubię jeździć, prowadzenie samochodu sprawia mi autentyczną, fizyczną przyjemność, przypuszczam, że porównywalną z przyjemnością, jaką część ludzkości czerpie z jedzenia. Jeżdżę czym się da, w porywach miałam cztery bardzo dziwne samochody naraz, po głębszym zastanowieniu zostawiłam dwa -- cywilny i kampera, którego przed następnymi wakacjami wymienię na większy, nowszy i szybszy, żeby pojechać na Dziką Północ.
Kiedyś udało mi się Cinquecento w cztery osoby (niech będzie, że dwie małe) i dwie pary nart przejechać bez zmiennika 1700 km jednego dnia, ale nie planuję tego powtarzać. Wakacje spędzam głównie w samochodzie, potrafię przejechać na jednym wyjeździe od kilku do kilkunastu tysięcy kilometrów, nie męczę się za kierownicą i nie znoszę jeździć nocą, bo uważam, że droga to forma zwiedzania świata.

I nienawidzę komunikacji miejskiej. W okresach kiedy w rodzinie był jeden samochód, który niekoniecznie mnie przysługiwał, jeździłam po mieście rowerem. A czasy to były na rower w mieście dość pionierskie. Te same czasy, kiedy na widok całkiem zwyczajnego roweru górskiego Loża Komentatorów przed GS-em na zabitej dechami Suwalszczyźnie zapytała zdumiona: pani, CO TO? Motorower!? Z czasów rowerowych i bratania się z różnej maści Zielonymi, zostały mi w głowie fragmentaryczne informacje, że rower i komunikacja miejska jest lepsza od samochodu. A już na pewno zdrowsza dla Małej Planety. Co więcej, miałam okazję widzieć miasto, komunikację miejską i infrastrukturę rowerową, która mnie zachwyciła i bez najmniejszych protestów dałam się zaparkować i przesadzić na rower. To był Rotterdam.

Warszawskiej komunikacji miejskiej mówię nie. Infrastrukturze rowerowej nie mam co mówić, bo jej nie ma. Nienawidzę śmierdzących autobusów, wiecznie rozpaczliwie zatłoczonych i jeżdżących całkowicie niezależnie od rozkładów jazdy, zazwyczaj zorganizowanymi grupami. Braku ogrzewania zimą i braku klimatyzacji latem. Nienawidzę konieczności kilku przesiadek, żeby przejechać przez kawałek miasta. Nienawidzę braku informacji czym gdzie mogę dojechać. Nienawidzę metra, za to, że jest go pół metra. Albo niewiele więcej. Nienawidzę psujących się tramwajów. Śmierdzących bezdomnych, grających Cyganów, żebraków, złodziei i chuliganów. Słowem -- nie jeżdżę komunikacją dopóki mogę. Czasami nie mogę i muszę jechać. I zawsze spotyka mnie jakaś mniejsza lub większa przykrość. A jak już zapomnę te przykrości, to ze szkoły wraca ociekający młody z radosną informacją, że mu kierowca zatrzasnął drzwi przed nosem. Udaję wtedy, że nie wiem, że jeździ notorycznie na gapę.

Poświęcę na dojazd do pracy nawet godzinę więcej, żeby w samochodzie mieć ciepło, sucho, wypić kawę i posłuchać radia. A komunikację miejską dotknę jak będzie punktualna, luźna, ciepła i czysta. Od tego mogą zacząć zachęcanie warszawiaków do zostawienia samochodu i skorzystania z autobusu, a nie od buspasów. Kilka lekcji dla kierowców jak się zachowywać wobec pasażerów, też nie zawadzi.

A do tego czasu może się Miasto Warszawa owinąć buspasem i cmoknąć mnie w wydech.

KOMENTARZE:

iskanna | 16 listopada 2009, 19:24:54

Amen.
W Poznaniu komunikacja miejska była dla mnie oczywistością, w Warszawie korzystam z niej kilka razy w miesiącu, a często gęsto wolę wydać 50 zł na taksówkę. Bo jeden przejazd ZTM to trauma na tydzień.
Jakieś 20 lat za normalną cywilizacją.

roody102 | 16 listopada 2009, 19:34:18

Nie tam, żebym się czepiał, ale jak nie korzystasz, to skąd wiesz, że są niepunktualne? Z moich obserwacji wynika, że mało gdzie w Europie masz taką opcję, że sprawdzasz autobus w internecie, wychodzisz i on podjeżdża z dwuminutową tolerancją. Nie chodzi o to, żeby Cię namawiać czy przekonywać; szanuję przyzwyczajenia, ale niepunktualność to jeden z najczęściej powtarzanych mitów na temat komunikacji w Wwie.

iskanna | 16 listopada 2009, 19:35:45

To nie jest mit. Dziś jedno 185 pojechało 2 min wcześniej (więc się nie załapałam), następne wypadło, a trzecie miało opóźnienie 3 min.
To nie jest mit. To są realia.

siwa | 16 listopada 2009, 19:36:48

Wiem z tych nieliczych incydentów, kiedy MUSZĘ jechać zbiorkomem. I z relacji naocznego świadka. Tego co jeździ na gapę.

Luca | 16 listopada 2009, 19:41:29

Roody102 chyba nie jeździ w godzinach szczytu... mój poranny autobus, na zupełnie nie ruchliwej ulicy, ma poślizg od -5 do +10 minut. Nie chcę wiedzieć, ile ma, dojechawszy na Wolę - ja wysiadam wcześniej, żeby 20 minut czekać na spóźniający się pociąg.
I też nie znoszę komunikacji miejskiej. Tych ludzi, którzy na mnie włażą, bo tam, gdzie stoję, jest najwięcej miejsca (drobna jestem). I śmierdzą! Od rana zioną wódą, brudem i złością. To ostatnie jest zaraźliwe.

Kerri | 16 listopada 2009, 19:52:19

Wzmianka o rowerze przypomniała mi, jak dawno temu wybraliśmy się z rodzicami i siostrą do dziadków. Jechaliśmy rowerami, z bagażem, bo siostra i ja miałyśmy tam zostać na dłużej, wakacje były. Gdy jechaliśmy przez jakąś wieś, zza płotów dobiegły nas okrzyki: "Warsiawiaki jadom, warsiawiaki!!!"
Do dziś się zastanawiamy, dlaczego nas wzięto za warsiawiaków - to były czasy głębokiego peerelu i rower był popularniejszym środkiem transportu niż samochód, a rzecz się działa dobre kilkadziesiąt km od Warszawy 8-)

roody102 | 16 listopada 2009, 20:04:05

Może to wynika z faktu, że dość dobrze znam trasy autobusów i potrafię sobie wykombinować takie przesiadki, by ominąć zakorkowane rejony, czasem np. przechodząc kawałek pieszo, podjeżdżając do tramwaju, a nie bezpośrednio itd. Ale jeżdżę po mieście o różnych porach, z podpiętym do netu telefonem, sprawdzam rozkłady i przesiadam się często na tej podstawie. I naprawdę, sytuacje, gdy nie trafiam stanowią akceptowalny margines.

rubeus | 16 listopada 2009, 20:05:33

Siwa - pusta komunikacja miejska, to nie komunikacja miejska.
Ja tam lubię podróże KM - mogę sobie poczytać książkę, gazetę, nie obchodzi mnie co się dzieje wokół na drodze.
Owszem samochodem jest wygodniej o tyle, że nie czeka się na przystanku, nie trzeba się przesiadać aby dostać się z punktu A do B, czasem jest szybciej itp. Moje autobus się notorycznie się spóźniają, ale mam to wyliczone, bo mają stale +2 do rozkładu i jak przyjadą o czasie to jest coś niezwykłego.

froasia | 16 listopada 2009, 20:06:25

Zgadzam się z opinią o komunikacji miejsckiej. A zwłaszcza, że w komunikacji warszawskiej występuje jeszcze kategoria tzw. baby warszawskiej. Lat ok. 60, wredne spojrzenie i zachowanie. Zrobi wszystko, żeby Ci uprzykrzyć życie. Oczywiście w innych miastach ma ona swoje odpowiedniki, ale ta warszawska zawsze wydawała mi się jakoś szczególnie ... trudna. :) Na szczęście też jeżdżę smochodkiem od lat.

iskanna | 16 listopada 2009, 20:08:00

Te 'baby'...no nie mogłam się powstrzymać ;)
http://www.komunikacja.krakow.pl/forum/lofiversion/index.php/t1904.html

siwa | 16 listopada 2009, 20:08:28

Sorry, ale jak ktoś się lubi ocierać albo jest to jedyna szansa na kontakt fizyczny z bliźnim to może nie lubić pustych autobusów...
Ja stara jestem, usiąść bym chciała, a młodo wyglądam i nikt mi nie ustępuje. Nawet usiłują wymusić żebym ja ustępowała. Zabawne, że czasem chyba młodszym.

rubeus | 16 listopada 2009, 20:22:32

Siwa a co rozumiesz przez pusty autobus, a autobus w którym musisz się ocierać ? he ?
Bo wg. mnie jest jeszcze stan pośredni / normalny ? / w autobusie jest po równo pasażerów i przestrzeni wokół nich.
No chyba, że przeszkadza ci to, że ktoś siedzi obok...

siwa | 16 listopada 2009, 20:24:41

Widzisz różnicę między słowem "luźna" (użytym przeze mnie) a Twoim komentarzem gdzie piszesz o pustej, która nie jest komunikacją miejską? Ze sobą dyskutujesz? To nie tutaj raczej.

rubeus | 16 listopada 2009, 20:42:45

Ok. Tu masz rację. Ale nadal pozostaje kwestia doprecyzowania pojęcia 'luźności' komunikacji miejskiej.
Dla mnie - codziennego użytkownika autobusów ursynowskich i metra, oznacza to ni mniej ni więcej stan, w którym mniej więcej na pół długości wyciągniętej ręki, nie ma drugiej osoby stojącej obok mnie.
Owszem również nie lubię nabitych na full wagonów metra i autobusów, do których ledwo da się wsiąść. Na całe szczęście (jeszcze) jeżdżę w takich godzinach i na takich odcinkach, kiedy stan wypełnienia metra jest daleki od maximum.

siwa | 16 listopada 2009, 20:44:19

A ja stara jestem i życzę siedzieć. I niekoniecznie ścigać się z "łowczynią krzeseł".

Piotr Szymczak | 16 listopada 2009, 21:06:20

Ja wprawdzie auta nie mam, od kiedy byłem w Łodzi było mi mało potrzebne, po mieście poruszam się albo komunikacją jeśli nie zatłoczona, taksówką albo rowerem. Równie mocno co zapachów w MPK nie lubię korków, zwłaszcza siedząc w taksówce, a licznik cyka. Z domku do Gazety koszt przejazdu taxi to ok 25 pln w godzinach wielkich korków potrafiło wybić 50 pln Trochę boli :) Akceptuję przejazdy tramwajowe na zasadzie punkt A punkt B, z przesiadkami nie jeżdżę. Decyzja o zakupie auta na skutek zmniejszonej aktywności zawodowej odwleczona w czasie, ale jak tylko będzie okazja to kupuję auto bo wraz z nastaniem zimy łódzkie MPK to porażka, warszawskie widzę, że nie lepsze. Do dziś mam przed oczyma i w nozdrzach zapach i widok pach w kołobrzeskiej komunikacji http://tnij.org/d026 Siwa faktycznie modo wyglądasz, w Łodzi też darmo szukać takich co by Ci miejsca ustąpili :)

Paszczak | 16 listopada 2009, 21:40:31

Hej hej, może nie w zastraszającym tempie ale ZTM w wawie zmienia tobor sukcesywnie. Np. linia 507 (Gocław-Stare Bemowo) składa się w przypuszczam 80% z niskopodłogowych stosunkowo nowych Solarisów. Ja osobiście korzystam w 100% z komuny zbiorowej i powiem szczerze musiałbym być bogaczem żeby było mnie stać jeździć na uczelnie samochodem (dystans ~16km w jedną stronę+ korki). W kwestii buspasa, mam jedno zdanie, w dupie mam czas przejazdu trasą, w dupie mam kierowców płaczących jak małe dziecko, to co ja zyskałem to właśnie punktualność autobusu (konkretnie 523) bo wcześniej to nawet nie próbowałem nim jeździć, zawsze trzeba było doliczać +10,15,+20 min. A teraz stoi w jednym korku mniej. i przyjeżdza +/- 2 min. W kwestii bab autobusowych to miałem kilka nieprzyjemnych momentów, ale siedzę w komunikacji przeszło 2h dziennie od 5 lat, i było tego nie wiele - polecam olewać i słuchać muzyki...kaptur mógłby się przydać gdy pluje :)

iskanna | 16 listopada 2009, 21:44:44

Sporą satysfakcje daje, jak ci wyluzowani, w dupie mający, spędząjący studia na squatach, gardzący karierą, etc - po studiach wskakują w garniturek, i zwykle gie z tego mają ;)

Paszczak | 16 listopada 2009, 21:47:21

E nie wiem jaki związek ma wygodne poruszanie się komunikacją miejską z karierą? ^^

iskanna | 16 listopada 2009, 21:50:23

To pewnie przez ten kaptur, prawie jak klapki na oczach u konia pociągowego...

Paszczak | 16 listopada 2009, 21:52:01

Miało być humorystycznie, ale chyba zostałem źle odebrany...
i nie nie mam klapek na oczach

foksal | 16 listopada 2009, 21:55:49

o nie, komunikacja miejska jest STRASZLIWIE OGRZEWANA. a przy tym wiekszośc okien - zablokowana. normalnie możnaa by hodować kwiaty tropikalne typu orchidee. kooooszmar!

YaaL | 17 listopada 2009, 02:42:28

Tak sobie myślę, że gdyby twój gapowicz i jemu podobni płacili za przejazdy, ZTM miałby zauważalnie więcej pieniędzy na modernizację...

takajedna | 17 listopada 2009, 07:23:58

a było się wyprowadzać z Olsztyna ? ;))
tam byś mogła na piechotę, albo taksówką

siwa | 17 listopada 2009, 08:15:06

@Yaal Myślę, że wątpię. Raz na ruski rok podwozi się jeden przystanek. Jak pada. Na modernizację mają z zaklejonych reklamami okien.
@takajedna Kto się wyprowadził z Olsztyna? Mój zawiły zyciorys rzucił mnie kiedyś w okolice, acz bez planów pozostania.

adas | 17 listopada 2009, 09:43:51

Hehe... A ja sobie stawiałem komunikację Warszawską za wzór. Że taką chciałbym mieć w GOP-ie.

Jakby osoby narzekające na Wawę spróbowały jeździć komunikacją miejską w GOP-ie to by miały chyba traumę ;)

Ale ja w miarę lubię (300zł na miesiąc zysku w zamian za około 20-30% dłuższą drogę do pracy to chyba dobra oferta ;)

Lubię szczególnie jak tramwajem mijam korki w paru miejscach :D

Co do rozkładu na komórki: polecam mmpk.info - bardzo przydatne :)

paskuda | 17 listopada 2009, 10:53:02

MZK jeżdżę średnio raz do roku. Z reguły przed taką "atrakcją" nie śpię w nocy ze stresu. Po tylu latach jeżdżenia wszędzie samochodem, nie ogarniam tych wszystkich połączeń, nie wiem, co gdzie jedzie i zwyczajnie nie umiem trafić z A do B bez samochodu. Zanim włożę bilet do kasownika, czytam instrukcję - paskiem do dołu, czy do góry? Mam świadomość, że utrzymanie samochodu to koszta sporo wyższe niż bilet miesięczny. Jednak moja niechęć do MZK jest tak silna, że w skrajnym przypadku mogłabym nawet oszczędzać na jedzeniu, byleby tylko usiąść za kierownicą własnego auta. Nie zniosłabym tłoku, przepychania, ocierania, a zwłaszcza smrodu i stania. Za wygodna jestem.

rubeus | 17 listopada 2009, 13:34:31

@paskuda - a pro po wygodnictwa. Mój ojciec jest typem człowieka, który nawet do kiosku na drugim końcu osiedla jak tylko może, podjeżdża samochodem. Przez bardzo długi czas do pracy jeździł autem, a na argumenty, że ma spod domu autobus, którym by jechał jakieś 15 minut dłużej odpowiadał, że od przystanku musi iść do firmy ponad 5 minut. Ze 4 lata temu, jego firma przeniosła się do centrum. Przez tydzień próbował dojeżdżać i wracać samochodem, po czym szybciutko przesiadł się do komunikacji miejskiej. Teraz używa kombinacji autobus (aby nie iść do metra ) - metro - spacerek 6 minut od stacji metra do pracy. (Jak pada to autobus)
W drodze powrotnej wysiada specjalnie jedną stację metra wcześniej, bo ma z niej autobusy prawie pod sam dom.

paskuda | 17 listopada 2009, 13:39:18

rubeus: Zatem jestem jeszcze bardziej wygodna niż Twój tato, bo na spacer to ja mogę, ale po parku i przy ładnej pogodzie, a nie od przystanku do przystanku ;) Nic i nikt nie przekona mnie do publicznej komunikacji.

Trobin | 17 listopada 2009, 14:57:30

Rozumiem doskonale niechęć do komunikacji, bo sam nie lubię jeździć autobusami i tramwajami, ale głosy, że komunikacja zbiorowa ssie na całej linii to przegięcie trochę :). Sam z utęsknieniem czekam na możliwość zrobienia prawa jazdy i kupienia jakiegoś małego jeździdła, ale póki co jestem na komunikację skazany i mogę stwierdzić, że nie jest ona aż tak tragiczna, jak niektórzy ją malują ;).

Artur Nowosielski | 17 listopada 2009, 16:00:17

Pragnę jeszcze zauważyć, iż korki (->spóźnienia autobusów) są powodowane przez samochody, a nie przez komunikację miejską. Obwinianie komunikacji miejskiej za problemy powodowane przez samochody jest...bez sensu.

Samochody powodują korki - niech samochody w nich stoją. Ja nie mam ochoty.

siwa | 17 listopada 2009, 16:02:37

No to stoję grzecznie. I napisałam, że zainwestuję w to dodatkową godzinę. Mam ciepło, sucho, piję kawkę, słucham radia i kończę poranną toaletę. A wy sie ciśnijcie w smrodzie. Ja nie mam ochoty.

Paszczak | 17 listopada 2009, 16:38:31

@Artur & @Siwa, i na tym właśnie to powinno polegać, albo szybki przejazd komunikacją, w ścisku i smrodzie, albo wygodna kawka w samochodzie i jechanie dwa razy dłużej.

Artur Nowosielski | 17 listopada 2009, 16:43:17

A skąd założenie, że w KM już zawsze będzie ścisk i smród?

siwa | 17 listopada 2009, 16:43:59

Mnie się wydawało, że powinno być w komforcie, cieple, bez konieczności walki o miejsca siedzące w sensownie pomyślanej komunikacji miejskiej. Nie wiem dlaczego uważacie, że to, że ZTM szmaci swoich klientów i norma i tak ma być. Może powinniście w jakimś obcym państwie się przejechać szybkim, luźnym, czystym. punktualnym autobusem, albo skorzystać z metra, które ma kilkanaście linii?
Jak nie będzie ścisku i smrodu, to się skuszę.

Artur Nowosielski | 17 listopada 2009, 16:54:51

Kto uważa? Ja? o.O

BTW myślę, nie będzie punktualności jeśli nie będzie sieci buspasów.

siwa | 17 listopada 2009, 17:04:11

Buspasy szczgólnie się przydadzą na wąskich ulicach dojazdowych. Oprócz buspasów jeszcze ze trzy linie metra, podziemne parkingi i coś w stylu Grande Rotondo Annulare w Rzymie. Szkoda, że polactwo zaczyna od utrudnień, zamiast od ułatwień. Chciałabym poznać jakieś badania ile osób buspas zachęcił do rezygnacji z samochodu. I żeby się nie wypowiadały studenciny, emeryci, osoby niezdolne do zrobienia prawa jazdy oraz ci, którzy czas w tym smrodzie spędzają z zamiłowania i chęci poocierania się.

Królowa Nocy | 17 listopada 2009, 18:43:48

@Yaal
Modernizacja, buhahaha. Szczególnie mnie ubawiła modernizacja, gdy miasto w ostatniej chwili kupiło mnóstwo tramwajów wysokopodłogowych (w ostatniej chwili, tj. tuż przed wprowadzeniem przepisów, które nie pozwalają już kupować pojazdów niedostosowanych dla osób niepełnosprawnych). Bo były tańsze. Bo kto by tam się przejmował jakimiś kalekami czy rodzicom z bachorami. Jeżdżę komunikacją miejską z konieczności, jak tylko zrobię prawo jazdy, przesiadam się do auta. Wsiadam rano do autobusu i przez dwa przystanki jest tak koszmarny ścisk, że żeby wsiąść z wózkiem dziecięcym i pięciolatkiem, muszę dosłownie taranować ludzi wózkiem, bo oczywiście jak będę grzeczna i uprzejma, to wszyscy wepchną się przede mną. Głośno i wyraźnie powtarzam "przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam" i jadę ludziom po nogach - dzięki przepraszaniu nikt na mnie nie burknie, że dostał w kostkę metalem. Wolałabym móc powiedzieć raz "przepraszam" i przejechać przepuszczona przez ludzi, ale jakoś nigdy tak się nie dzieje.
A jak zamiast niskopodłogowego przyjedzie wysoki to już w ogóle zabawa na całego ;)
Metro owszem, mi się metro przydaje do szybkiego przemieszczania się do Centrum. Ale nawet metro dla osób w wózkami dziecięcymi jest średnio przystosowane, windy notorycznie się psują, na większości stacji są tylko z jednej strony (bo niby matki z dziećmi mają w chuj czasu wolnego na bieganie przez cały peron), a jak się już uda wbić do zatłoczonego wagonu, to nie da się usiąść, bo koło miejsca na postawienie wózka nie ma żadnego siedzenia (no bo Matka Polka nigdy nie jest zmęczona i może sobie postać, także nie bywa w drugiej ciąży i nie miewa starszych dzieci, dla których bezpieczniej jest usiąść).
I ciekawostką jest, że jak wsiada do tramwaju jakiś cholerny grajek i rzępoli na harmonijce czy tam innym akordeonie, to nikt go nie wyrzuci, nic nie powie, a rozedrze się jakieś dziecko, to od razu milion karcących spojrzeń i gorzkie wyrzuty. Podobnie żebrak wydaje się nie śmierdzieć, a dziecięca kupa, to ohohoho.
I tak dalej, i tak dalej.
Z punktualnością bywa bardzo różnie, a jak ktoś uważa że metro jeździ często, to niech sobie pojedzie do Moskwy (tak, na ten dziki, barbarzyński wschód) i zobaczy jak tam jeździ metro, zwłaszcza w godzinach szczytu. Nawet nie zdążysz pomyśleć, że ci uciekł jeden skład, bo już wjeżdża następny. A w autobusach i trolejbusach klimatyzacja jest ZAWSZE i to działająca.

^oleg | 17 listopada 2009, 20:46:06

a myslalem ze to tylko u nas tak: http://blog.oleg.es/2009/02/04/mpk-czyli-co-jest-nie-tak-z-autobusami-w-czestochowie/

vauban | 18 listopada 2009, 00:06:16

No, nie wiem, ja jednak wolę autem. Realia, które skłaniają mnie do tego wyznania są diablo mało warszawskie, ale mają swój ciężar, jak mniemam.
primo: staro wyglądam ! Na mój widok w tramwaju już któryś raz poderwało się coś młodego i zaprosiło do zajęcia miejsca. Litości, czterdziestkę skończę w kwietniu, BTW grzeczną mamy młodzież w Toruniu chyba. Czasami. Ja zaś mogę niekiedy wyglądać na starca, zwłaszcza nieostrzyżony i niechlujnie odziany. Chcielibyście z kimś takim, jak ja, obcować w zbiorkomie ? Think twice;
secundo: dojeżdżam do pracy 43 km, z Torunia do Bydgoszczy. Autobusem Veolii (lokalny analog PKS-u) jedzie się godzinę, PKP godzinę i kwadrans nie licząc nieludzkich godzin odjazdu. Co z tego, że dworzec mam o pięć minut spacerem ? Samochodem jadę minut maksymalnie 40, w tym po 10 minut przejazdu przez miasta, 20 minut to dystans międzymiastowy. NOW WAT?;
tertio: lud wyciąga wnioski z rzeczywistości, czyli argument jakby kontra: dziś praktycznie całą trasę, te 43 km, jechaliśmy w sznurze aut po szczycie, czego jeszcze nie było nigdy dotąd. Moja interpretacja jest taka, że w obliczu grypoidalnej psychozy naród przesiadł się natychmiast z autobusów i pociągów w auta. No nie wiem - zdrowiej ? Się okaże.

agulha | 18 listopada 2009, 08:59:03

"Że luźnym zdążają tramwajem,
wytworną konfekcją okryci,
i darzą uśmiechem się wzajem,
i wszyscy do czysta wymyci"...
Piosenka ma dobrze ponad 40 lat, a marzenie pozostało marzeniem. Niezależnie od zmiany ustroju.

rozie | 18 listopada 2009, 18:33:03

Jeśli chodzi o auto, to mam podobnie - nie męczę się nawet po długich kilku godzinach i najchętniej bym się nie zatrzymywał, gdy jadę. A już całkiem nie rozumiem zatrzymywania się na jedzenie.

Jeśli chodzi o komunikację miejską, to w Poznaniu jest całkiem dobrze, tylko niestety drogo (i jeszcze ma podrożeć). Dość punktualnie, znacznie szybciej niż autem (jak zobaczyłem poznańskie korki, to stwierdziłem, że nie ma sensu ściągać auta). Przesiadek praktycznie nie ma, bo linie są sensowne (no dobrze, dobrze, mówię o tramwajach, czyli centrum). Na brak ogrzewania też nie narzekam - ostatnio pisałem, że chcą mnie zabić...

W W-wie jechałem niedawno, nie w godzinach szczytu, tramwajem. Normalnie było, ani żadnych ww. wymienionych atrakcji, ani tłoku specjalnego.

"Udaję wtedy, że nie wiem, że jeździ notorycznie na gapę." - może to jest przyczyna, że autobusy widzisz, jakie widzisz? Tak na różnych gruntach, przełożenie doinwestowania usługi na jej jakość jest zauważalne.

Czajna | 19 listopada 2009, 00:45:36

(i jeszcze ma podrożeć)

Radni się nie zgodzą, na razie podwyżek nie będzie. Będą za to nowe autobusy (mają zezłomować ostatnie ikarusy i zostaną już same niskopodłogowce) i nowe tramwaje, choć oczywiście wszystkich w przyszłym roku producent jeszcze nie dostarczy.

Mówiąc krótko: potwierdzam, że komunikacja miejska w Poznaniu działa całkiem nieźle. Nie idealnie rzecz jasna, ale nieźle.

Ania | 10 grudnia 2009, 13:56:15

Jeździłam komunikacją miejska długookresowo do tej pory w trzech miastach Polski. Nigdzie komunikacja miejska nie była tak punktualna i czysta jak w Warszawie, aczkolwiek w mniejszych miastach nie ma tylu bezdomnych, cyganów i grajków. Nie miałam w zwyczaju psioczyć na komunikację, ale autobusami jeździć nie lubiłam i nie lubię, jeśli tylko była możliwość przesiadałam się do tramwaju - ot takie mam zamiłowanie do tych pojazdów i preferuję je nad inne środki komunikacji publicznej.
Dwa miesiąca temu kupiłam pierwszy samochód i szczerze powiedziawszy nie ma najmniejszej opcji, żebym przesiadła się z powrotem do komunikacji miejskiej, a w moim przypadku jazda samochodem do pracy razem z ewentualnymi korkami nie przekroczyła jeszcze 40 minut (normalnie ok 25 minut), przy czym komunikacja miejska zapewniała mi dla porównania 60 minut doznań.
I nawet gdybym miała jechać dłużej to i tak wolałabym samochodem.
Samochód oznacza wolność ;)

Piotrek | 11 grudnia 2009, 20:04:10

W sumie to osób takich jak Siwa i ja, które czerpią przyjemność z samego prowadzenia samochodu nie jest tak wiele.
Jakby komunikacja miejska działa w sposób rozsądny, to dużo osób wolałoby z niej korzystać niż z aut i wszystkim byłoby lepiej, łącznie z tymi, którzy wolą autem z przyczyn obiektywnych, a nie beznadziejności komunikacji.
W ścisłym centrum miasta faktycznie nie da się i nie powinno się jeździć autem ale IMHO tam to się w ogóle żyć nie da i nie powinno ;-)
Rozwiązanie marzeń to dla mnie podjechać autem z domku na przedmieściach na przyzwoity parking przy końcowej stacji metra, którym bezpośrednio dojechać do pracy (mogłyby być przesiadki ale tylko w obrębie metra, bez autobusów, tramwajów...)

Skomentuj:

Markdown: __bold__ | _kursywa_ | [Link](http://example.com/)
 
 

TRACKBACKI:

1. | rzyjontko | 03 stycznia 2010, 17:33:56 | permalink

Dlaczego jeżdżę komunikacją miejską

Autor rysunku: Andreas Stolz
Komunikacją miejską poruszam się od ostatnich lat PRL. W pierwszej klasie podstawówki rodzice kupili mi migawkę na linię D, upewnili się, że będę wiedział jak trafić ze szkoły na przystanek autobusowy [...[...]